NEPAL: ANNAPURNA CIRCUIT

  • 08.04.2019-25.04.2019
    • 18 dni / 16 noclegów
    • -
      Kompleksowa oferta - w tym transfer Warszawa - Nepal, wiza nepalska, transfery busami
    • -
      408km rowerowej wyrypy

    NEPAL: ANNAPURNA CIRCUIT, Dla zaawansowanych

    Annapurna – pierwszy zdobyty przez człowieka ośmiotysięcznik. W 1950 roku Maurice Herzog i Louis Lachenal sięgneli szczytu, co dopiero 40 lat później powtórzyli Jerzy Kukuczka i Artur Hajzer. Śladami legend himalaizmu będziemy podążać na rowerach! W ciągu 18’sto dniowej wyprawy przemierzymy masywy Annapurny. Finałem naszej podróży będzie zdobycie przełęczy Thorung Pass 5416mnpm i nocleg na wysokości 4850m.n.p.m. Zobaczymy cały przekrój zmieniającej się wraz z wysokością rośliności. Miniemy zapierające dech w piersiach kilkutysięczniki, wodospady, wiszące mosty i świątynie. Gotowi na podróż życia?


    Dla kogo?

    Annapurna przeznaczona jest dla zaawansowanych rowerzystów, czyli osób z bardzo dobrą kondycją oraz dobrymi umiejętnościami zjazdowymi. Umiejętności każdego zgłoszonego uczestnika weryfikujemy tak, aby grupa była na jednym poziomie doświadczenia. Jeżeli nie jesteś pewny/pewna czy "dasz radę" - napisz do nas - pomożemy Ci podjąć decyzje.

    • 16 noclegów (od lepianek po hotele)
    • Nepal
    • 8 000

WIELKA ROWEROWA PRZYGODA W HIMALAJACH

Nepal: kraj, który jeszcze 100 lat temu, zamknięty i odizolowany od świata strzegł swoich ośmiotysięcznych sekretów, w połowie ubiegłego wieku stał się magnesem dla wspinaczy i trekkerów. A teraz przyciąga również rowerzystów!

Nepal skrywał nie tylko wielkie pasma Himalajów. Wędrując na szlak Annapurny Circuit odkryjemy otwartych, życzliwych ludzi, bogatą kulturę, zwyczaje, surowość życia w trudnych warunkach. Sami ich trochę doświadczymy. Wszystko to w cieniu ośnieżonych szczytów, zabłąkanych w chmurach. Nepal to miejsce magiczne! – a nasza wyprawa to szansa na przeżycie rowerowej przygody życia. Jej punktem kulminacyjnym jest przełęcz Khardung La. Jak to jest siedzieć na rowerowym siodełku ponad pół kilometra wyżej niż Mont Blanc? Przekonaj się!

Świat wokół pasma Annapurny to… zmieniające się światy: małe wioseczki ukryte wśród bananowej dżungli, malownicze pola tarasowe, majestatyczne wodospady, wiszące mosty, łopoczące na wietrze flagi modlitewne, świątynie i wreszcie, rzecz jasna, himalajskie szczyty. Ale nie tylko: w planie naszej ekspedycji jest również niesamowite, zjawiskowe jezioro Tilicho. Annapurna pamięta kilka polskich wypraw, w tym pierwsze wejście zimowe dokonane przez Kukuczkę i Hajzera. Podążymy szlakiem legend

 

PLAN WYPRAWY

Dzień 1 – wylot z Warszawy
Dzień 2 – przylot
Dzień 2/3 – 1 nocleg
Dzień 3/4 – 2 nocleg
Dzień 4/5 – 3 nocleg
Dzień 5/6 – 4 nocleg
Dzień 6/7 – 5 nocleg
Dzień 7/8 – 6 nocleg
Dzień 8/9 – 7 nocleg
Dzień 9/10 – 8 nocleg
Dzień 10/11 – 9 nocleg
Dzień 11/12 – 10 nocleg
Dzień 12/13 – 11 nocleg
Dzień 13/14 – 12 nocleg
Dzień 14/15 – 13 nocleg
Dzień 15/16 – 14 nocleg
Dzień 16/17 – 15 nocleg
Dzień 17/18 – 16 nocleg
Dzień 18 – wylot
Dzień 19 – przylot do Warszawy

 

OPIS WYPRAWY

 

Dzień pierwszy
Wylot z Warszawy do Katmandu. Z Polski nie ma lotów bezpośrednich, więc zaliczamy jedną przesiadkę. Lecimy świetnymi, komfortowymi liniami. Dobre posiłki, dobre napitki, słowem, dobre rozpoczęcie wyprawy 🙂

Dzień drugi
Docieramy do Katmandu. Zatrzymujemy się w przyjemnym hosteliku. Niedaleko stąd do najstarszej świątyni buddyjskiej w mieście – Swayambhunath. Na spokojnie rozpakowujemy kartony, składamy rowery. Kto ma ochotę – udaje się z nami do świątyni.
Swayambhunath zostało opanowane przez wszędobylskie małpy. O ile się ich nie zaczepia, nie są agresywne, ale chętnie zwędzą ci jedzenie, szczególnie, jeśli trzymasz w ręku smakowity owoc. Z powodu małp turyści mówią o świątyni „Monkey Temple”. Nepalczycy nie lubią tego określenia, choć ma ono pewne uzasadnienie w mitologii związanej z tym miejscem – małpy miały powstać z włosów Budhisattwy Mądrości (Manjushri).
Oczy Buddy w centralnej stupie Swayambhunath spoglądają w cztery strony świata. A przy okazji na Katmandu. To niesamowity punkt widokowy. Na szczyt wzgórza, na którym położona jest świątynia, prowadzi 365 schodów. Pamiątki są drogie, ale na uwagę zasługuje sklep z ręcznie wykonywanymi misami – sprzedawca zaprezentuje ci, jak używać ich do masażu… wibracjami powstałymi od uderzeń lub pocierania.

Dzień trzeci
Mamy kilka możliwości. Możemy udać się na rowerach do Patanu, nazywanego kiedyś Lalitpur – Miastem Piękna. Jest to część zespołu miejskiego Katmandu, która zachowała średniowieczny układ zabudowy. Znajduje się tu Patan Durbar Square, czyli plac królewski, jeden z kilku w Dolinie Katmandu. Jest też pałac królewski, a oprócz tego liczne świątynie i klasztor. Możemy też poprzestać na Katmandhu Durbar Square – to miejsce również jest „zaopatrzone” w pałac i świątynie. Dodatkowo, jeśli ma się szczęście – można zobaczyć Żyjącą Boginię, która czasami ukazuje się liczniejszym grupom turystów, jeśli o to poproszą i dokonają symbolicznej opłaty. To centrum miasta, oddalone od Swayambhunath o 30 minut drogi spacerem.
Późnym popołudniem możemy powłóczyć się po Thamel, czyli turystycznej dzielnicy Katmandu. Znajduje się tu cała masa sklepów ze sprzętem trekkingowym, pamiątkami i wszelkiej maści bibelotami. Pod tym względem to takie nepalskie Krupówki. Ale Thamel to nie tylko turystyczny zgiełk. W gąszczu ulic i uliczek, ulicznego ruchu, który miesza ze sobą ludzi, rowery, riksze, skutery, samochody, krowy i psy – można odnaleźć świątynie i stupy.
Po powrocie do hostelu – ostatnie przygotowania.

Dzień czwarty
Wczesnym rankiem pakujemy rowery do naszego zmechanizowanego transportu i na początek podjeżdżamy do stołecznego centrum wydawania pozwoleń na wjazd do obszaru chronionego Annapurny. Tu spędzamy parę chwil czekając, aż urzędnicy załatwią wszystkie papierki. Następnie ruszamy do Besisahar, miasteczka, które jest jednocześnie początkiem Annapurna Circuit. Docieramy tam pod wieczór. Zatrzymujemy się w hotelu, przygotowujemy sprzęt: rano wyruszamy na szlak.

Dzień piąty
Pierwszy etap rowerowy! Cel: Chamche. Po chwili Besisahar znika w przestworzu bananowców, kwiatów, wzgórz. Rowery nurzają się w zieloności (czasem w błotku). Mickiewicz by pozazdrościł… Pniemy się do góry. Wzbijamy w powietrze pył lokalnych dróg. Ćwiczymy wymowę „namaste”, pozdrawiając mieszkańców. Ścigamy się z dzieciakami. Przejeżdżamy przez Khudi, gdzie kiedyś zostawiliśmy w szkole dobrze zaopatrzoną apteczkę, a przy okazji mogliśmy wysłuchać nepalskiego hymnu, śpiewanego przez ponad setkę dzieciaków. Nagraliśmy! Można zobaczyć i posłuchać: http://bit.ly/2rFPBvu. A więcej o całej wyprawie i akcji można przeczytać w czasopiśmie „Koncept”: http://bit.ly/2kNHb3t.
Po drodze przyglądamy się z bliska dwóm potężnym, huczącym wodospadom. Stojąc tuż obok można poczuć na twarzy silny, wilgotny podmuch. Podjazdy na tej trasie to wprawka. Tu jeszcze wysokość nie zabiera tchu: Chamche to taki nasz… Turbacz (1385 m).
Nocujemy w hotelu. Nazwa nieco myląca, bo tutejszy standard to może jedna gwiazdka. Ale na trasie będziemy też nocować w lodżach. Co to takiego lodża? Miejsce do spania, zawsze wyposażone w kuchnię i jadalnię, zazwyczaj też prysznic (czasami z ciepłą wodą za dopłatą). Standard lodż: minus jedna gwiazdka. Nie wiadomo, czy Nepalczycy słyszeli o Sparcie, ale warunki w lodżach są spartańskie. Za to jaki klimat!

Dzień szósty
Zaczyna się zabawa. Droga wymagająca, kamienie, strome podjazdy, czasem trochę błota. Jak popada (oby nie), to trochę więcej błota… Na samym początku przekraczamy strumień, który wypływa spod majestatycznego wodospadu. Jest ogromny, ale w odróżnieniu od poprzednich – wije się szeroko i spokojnie po skałach. Tego dnia docieramy do Chame, które mogłoby już „spojrzeć w oczy” Gerlachowi: leży na wysokości 2650 m. Nocujemy w hoteliku. Otaczają nas piękne, ośnieżone szczyty. Tak, to już!

Dzień siódmy
Cel: Manang. Dystans podobny do tego z poprzedniego dnia, ale wysokość robi już swoje. Rower jakby więcej waży, powietrze trzeba nabierać w płuca mocniej. Wzbijamy się na 3500 m. Zatrzymujemy się w uroczym hoteliku. Jest tu nawet poczta (kartki dochodzą, choć trwa to miesiąc, dwa, trzy…). Pewną ekstrawagancją tego miasteczka są piekarnie, w których można kupić drożdżówki, ciasta, wypić włoską kawę. Polecamy jednak zabrać się z nami tam, gdzie serwuje się tongbę – to coś pomiędzy bimberkiem a winem, ale pije się ją na gorąco, podobnie jak yerba mate, z tykw, z dolewką. Procenty szumią w głowie razem z wysokością.

Dzień ósmy
Trochę odpoczywamy i oswajamy się z wysokością. Rano (kto chce) wspinamy się do miniaturowego klasztoru, mniej więcej pół kilometra nad Manangiem. To dobry wypad aklimatyzacyjny. Mieszka tam lama – córka lamy. Od kilkudziesięciu lat prowadzi pustelnicze życie i… udziela buddyjskiego namaszczenia tym, którzy idą na szlak. Po południu idziemy nad położone w pobliżu Manangu jeziorko, które zasila m.in. lodospad Gangapurny. A stamtąd możemy wspiąć się około 300 metrów na szczyt płaskowyżu, który jest świetnym punktem widokowym. Wieczorem pakujemy się na wyprawę rowerowo-trekkingową do jeziora Tilicho.

Dzień dziewiąty
Pierwszy etap pokonujemy na rowerach. Zostawiamy je w ostatniej lodży na trasie i ruszamy pieszo do Base Campu Tilicho, w którym nocujemy: to już 4200 m! Tafla jeziora znajduje się na wysokości 4920 m. To najwyżej położone jezioro tej wielkości na świecie. Ciekawostka: w 2007 r. Polacy (a któż by inny) pobili w tym jeziorze rekord świata w nurkowaniu na wysokości zbliżonej do 5000 m. Zeszli do 30 metrów głębokości. Brrrr. Szlak do Tilicho to jeden z najpiękniejszych trekkingów na świecie.

Dzień dziesiąty
Bladym świtem ruszamy nad jezioro. Wysokość daje popalić, ale trasa jest technicznie łatwa. Nad jeziorkiem krótki odpoczynek i wypad na wzgórze (5050 m) położone nieopodal – o tej porze zazwyczaj można stamtąd podziwiać niezmącone lustro wody. Dosłownie – widać w nim ośnieżone pasmo szczytu Tilicho (7134 m). Wracamy do Base Campu, ładujemy akumulatory i ruszamy po rowery, żeby wieczorem zameldować się w Manangu. Należy się nam odpoczynek. I nepali rakshi 😉

Dzień jedenasty
Dzień odpoczynku, ale kto będzie miał ochotę i siłę, może ruszyć do Ice Lake – to jeziorko położone na 4600 m, około 10 km od Manangu. Tylko dla wytrwałych – ośmiokilometrowe podejście jest strome i męczące, choć technicznie prostsze niż wejście na Kasprowy. Można też dotrzeć tylko do małego tea house, które znajduje się trochę za połową drogi. Już stamtąd rozpościera się najlepszy na całej trasie widok na Annapurna Himal. Oj, warto…

Dzień dwunasty
Ruszamy w stronę przełęczy, piękną trasą prowadzącą do Letdar. Podążając wzdłuż koryta rzeki, zostawimy ślady opon na wąskich ścieżkach, biegnących po zboczu wąwozu. Czuwają nad nami śnieżne szczyty pasma Annapurny. Przekraczamy wiszące wysoko mosty. Popijamy herbatę z himalajskich ziół, siedząc na tarasie widokowym. Mijamy po drodze sapiących turystów (sami też będziemy nieźle sapać), tragarzy, obładowane dobytkiem muły (lub konie wyglądające jak muły – nawet miejscowi mieszają się w „zeznaniach”). Czasem te niestrudzone środki transportu już na tym etapie dźwigają turystów, którzy zmęczyli się sapaniem. Zatrzymujemy się w lodży w Letdar (4200 m), zbierając siły na atak na Thorung La High Camp.

Dzień trzynasty
Rozkoszując się widokami – i coraz bardziej łapiąc łapczywie rozrzedzone powietrze – przecinamy malowniczy wąwóz, którego ściany spięte są wiszącymi mostami. Ostatnim przystankiem przed finalnym atakiem na High Camp jest Thorang Phedi. Można tam smacznie zjeść i trochę odpocząć. Oprócz swojskiego już „dalbata” i innych lokalnych specjałów w asortymencie są drożdżówki – droższe niż w cukierni Magdy Gessler. Ruszamy! Tu zaczyna się prawdziwa himalajska zabawa! Pod tę górę nie podjechałby nawet Chuck Norris. Pchamy, pchamy! Na nasz wysiłek będą się patrzeć obojętnie pasące się tu i ówdzie muły. My natomiast na przemian: pchamy rowery, zachwycamy się naszym kawałkiem „dachu świata” i szukamy w płucach powietrza.
Docieramy do High Campu. Nie ma żartów, jesteśmy na wysokości 4850 m. To już wyżej niż Mont Blanc! Ponad bazą góruje wzniesienie, z którego rozciąga się niesamowity widok. To dodatkowe 100 m wysokości, ale warto na nie wejść dwa razy – za dnia i po zmroku. Przy dobrej pogodzie, księżyc i gwiazdy rozświetlające śnieg na stromych zboczach tworzą krajobraz wręcz baśniowy. High Camp oferuje warunki zbliżone do afrykańskiej lepianki, ale nikt się tam już tym nie przejmuje. Temperatura – poniżej zera. Kiepsko się oddycha. To nie będzie przyjemna noc. This is suffering, man, this is suffering… – jak mówi filmowy Beck Whiters w „Evereście”. Ale adrenalina robi swoje. W końcu do celu już tak blisko…

Dzień czternasty
Bladym świtem ruszamy na przełęcz. Pora jest ważna, ponieważ około 11 zaczyna tam naprawdę mocno wiać, a temperatura oscyluje w okolicach zera (odczuwalna, przez wysokość i wiatr, jest znacznie niższa). Na końcowym etapie da się już jechać, choć wysokość nie każdemu na to pozwala. Czasem mija się turystów, którzy ledwo idą, robiąc postoje co 10 kroków i łypiąc wokół nieprzytomnie. Trwa to mniej więcej trzy godziny, bez pośpiechu. Wreszcie na szczycie! 5416 m. Można wdrapać się trochę wyżej, żeby zobaczyć przełęcz z góry i nabić na GPS jeszcze trochę wysokości – ciut powyżej 5500 m. Długo tam jednak nie zabawiamy. Czeka na nas wisienka na torcie – zjazd! W High Campie zjadamy lunch, zabieramy rzeczy i ruszamy w drogę powrotną. Jeszcze tego dnia docieramy do Manangu.

Dzień piętnasty
Ruszamy w dół. Annapurna Circiut pokonywana w przeciwną stronę, z górki, to jak inny świat. Druga strona lustra. Wiatr we włosach, lekkość, ale też dużo koncentracji na trudnych technicznie zjazdach. Rowerowe, zjazdowe eldorado. W ciągu jednego dnia przedostajemy się z powrotem do Chamche, gdzie znów nocujemy.

Dzień szesnasty
Rano docieramy do Besisahar, pakujemy rowery i udajemy się w drogę powrotną do Katmandu, do „naszego” hostelu, gdzie czekają na nas kartony. Zmywany z siebie trudy wyprawy i opijamy ją piwem – a jakże – Everest.

Dzień siedemnasty
Dla chętnych: z samego rana ruszamy do Bhaktapur, perełki Doliny Katmandu. Chyba nigdzie na świecie nie można znaleźć tak pięknych, kunsztownych, drewnianych ornamentów, wrót, okien. Wit Stwosz by się nie powstydził. Do tego najwyższa w Nepalu pagoda, pałac królewski, świątynie. Dużo rzemiosła i rękodzieła. Słynne pawie okno. To miejsce z zachowaną w prawie niezmienionym kształcie starówką. Miejsce niezwykłe. Po południu wracamy i składamy rowery. A wieczorem, dla chętnych – Thamel. Szał zakupów albo totalny luz.

Dzień osiemnasty
Do czasu wylotu – czas wolny. Jest jeszcze czas, żeby wyrwać się do miasta. Uwaga: ten dzień zapasu możemy wykorzystać gdzieś na trasie, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Dzień dziewiętnasty
Międzylądowanie i powrót do Warszawy. Namaste!

Podczas naszej wyprawy najczęściej będziemy nocować w lodzach, czyli lokalnych miejscach do spania, gdzie do dyspozycji będzie leżanka, koc i toaleta (najcześciej na zewnątrz). W większości miejsc nie będzie prądu. Reasumując – warunki surowe, ale jak mówi stare porzekadło „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz“ – więc dobry śpiwór będzie na wagę złota.

CENA

  • 8 000 PLN

CENA ZAWIERA

  • Transfer samolotem Kathmandu – Warszawa i Warszawa – Kathamndu
  • zakwaterowanie podczas wyprawy rowerowej w Nepalu w hotelach/hostelach/lodzach – łącznie 16 noclegow
  • transfer autobusem z/na lotnisko w Nepalu
  • ubezpieczenie KL, NNW, BP
  • opłata na ochronę środowiska w rejonie Annapurna
  • opieka doświadczonego, polskiego przewodnika
  • wiza nepalska
  • bilet wstępu ACAP

ZASADY REZERWACJI

Warunki Rezerwacji – wybierz odpowiedni pakiet, wypełnij formularz i opłać rezerwacje. Twoje miejsce będzie zarezerwowane dopiero po zaksięgowaniu zaliczki. Pozostałe 50% kwoty należności za wyprawę należy przelać najpóźniej 14 dni przed wylotem.

WARUNKI REZYGNACJI Z WYPRAWY

Z wyprawy można zrezygnować bezkosztowo 2 miesiące przed jej rozpoczęciem.

  • bagażniki
  • sakwy
  • śpiwór (puchowy do -10)
  • karimata

Rower:

  • Sprawny i przeserwisowany
  • nowe opony
  • nowy napęd (łańcuch nie może być rozciągnięty, a kaseta zużyta)

Akcesoria rowerowe:

  • zestaw łatek
  • łyżki do wymiany opon
  • minimum 2 dętki (nowe, niełatane)
  • multiklucz
  • olej do łańcucha
  • komplet klocków hamulcowych
  • zapasowa opona
  • hak do przerzutki
  • dwie spinki do łańcucha
  • 10 opasek kablowych (inaczej trititka, zip-tie)
  • 2 rolki szarej taśmy (potrzebne do napraw i pakowania)
  • 2-3 ekspandery
  • lampka na przód (min. 400 lumenów) – niezbędna by porządnie oświetlić drogę + lampka na tył
  • kask
  • bidon

 

Ciuchy:

Wahania temperatur w dzień od 35 do -3 w nocy.

 

Zatem:

  • sweter puchowy
  • Kurtka i spodnie przeciwdeszczowe
  • Polar/soft shell/windstopper (co najmniej dwie sztuki czegoś ciepłego)
  • Koszulki bawełniane i kolarskie (5 szt )
  • spodenki rowerowe długie (1szt) i krótkie (2szt)
  • przez kilka dni możemy być bez możliwości wyprania naszych rzeczy, więc 5 szt bielizny powinno wystarczyć
  • ciepła czapka i buffka
  • rękawiczki rowerowe
  • okulary przeciwsłoneczne z filtrem !!!!
  • buty (trekingowe spd)

 

Kosmetyki:

  • krem z wysokim filtrem
  • mini kosmetyki wg uznania

 

Inne:

  • PASZPORT!!!!!

ZapisyOnline

Zapisy dokonywane są mailowo: biuro@mtbacademy.pl

Videorelacja




GaleriaZdjęć